Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą praca. Pokaż wszystkie posty

21 stycznia 2015

sesja is coming

Bywa i tak. Nie masz wyboru, to przychodzi samo. Istnieje, nie możesz zaprzeczyć. Boisz się. Uciekasz. Odsuwasz na dalszy plan, ale to i tak zmierza ku tobie wielkimi krokami. W końcu się poddajesz. Noc za nocą, praca za pracą, zaległość za zaległością. Sekunda goni sekundę, kolokwium za kolokwium, egzamin za egzaminem. Brzmi strasznie? Cóż, trzeba było się uczyć cały semestr. Masz babo placek.
Nie jest tak źle, nie jest tak tragicznie, ale strach mnie paraliżuje. To ambicja? Lęk przed niezdaniem? Lenistwo, które szuka powodu dla rzucenia wszystkiego w cholerę?

Pieniądz zgubna sprawa. Im więcej ich masz tym więcej wydajesz. Jednego miesiąca przeżyjesz za czterysta złotych i jest ci dobrze, drugiego masz do wydania trzykrotnie tyle i wciąż na nic ci nie starcza. Dziwna podłość.

Nie piszesz więcej niż trzeba. Czasem cisza wyraża więcej, niż jakiekolwiek słowa. Czasem cisza jest tylko zwiastunem burzy. A czasem cisza pozwala skupić myśli. I wtedy możesz się pouczyć. Ejmen.

15 grudnia 2014

twisted

Nie jest dobrze. Przekonałam się o tym już kilka dni temu, ale dalej tkwię w bagnie niepoprawionych ocen i niezaliczonych egzaminów. Do kolejnych przygotowuję się po łebkach robiąc to w wolnych chwilach i gdy nie jestem aż tak zmęczona, żeby zasypiać nad komputerem.
Dalej nie lubię swojej pracy, ale mój stan konta dalej jest największą motywacją, żeby wstać, ubrać się i iść do tych wrót piekieł. Właściwie to nie mam czasu pisać tego posta, czas mnie goni. 

goodbye, for now.


28 listopada 2014

take shelter.

Najgorzej kiedy chorujesz już drugi tydzień, antybiotyki się kończą, a w portfelu bieda aż piszczy. Nikt nie lubi końców miesiąca i czekania na wypłatę. Mija szósty tydzień odkąd nie słyszę na prawe ucho, mam zatkane zatoki, resztki zimnej herbaty i piętnaście minut zanim będę musiała wstać z łóżka i iść do pracy. 

Moje niechlubne podejście do Rosjan, wszystkich bez wyjątku uległo diametralnej zmianie po wczorajszym autorskim spotkaniu z Wiktorem Suworowem, na które - przez przypadek i nie planowanie - udałam się z G. do Pałacu Działyńskich. Ku swojemu zaskoczeniu spotkałam się z niesamowicie inteligentnymi odpowiedziami na nieraz głupie, oklepane pytania, ogromną wiedzą historyczną i dobrym poczuciem humoru. "Alfabet Suworowa" jest pozycją, która z pewnością niedługo pojawi się na moim regale. 

Mam pustkę w głowie. Jestem rozleniwiona. Niezadowolona, zmęczona, jest mi zimno, mam katar, boli mnie ucho i kręgosłup. W pokoju jest bałagan, moja współlokatorka dalej nie sprząta, jest burdel.
Emocjonalny bigos. 

Niech mnie ktoś podniesie. 
Obsługiwane przez usługę Blogger.